Dlaczego po 7 miesiącach od śmierci Michała policja i prokuratura w Rykach nie wiedzą, kto dzwonił do Michała i z kim Michał kontaktował się w ostatnich godzinach przed śmiercią? Dlaczego nieznane są dotąd SMSY, które mógł wysyłać lub otrzymywać odnaleziony na łące pełnej komarów zmarły mężczyzna?
- Po nagłośnieniu sprawy przez Krzysztofa Rutkowskiego i Patriot24.net prokuratura i policja rozpoczęły dynamiczne działania. Ale wciąż przyczyna śmierci mojego syna jest nieznana - przekazuje Ryszard Grzyb, ojciec zmarłego.
Przypomnijmy, że Michała jadącego na białym rowerze po raz ostatni zarejestrowała kamera monitoringu 1-go lipca 2019 roku około godziny 18:30. Rower zniknął a zwłoki Michała zostały odnalezione przez strażaków-poszukiwaczy następnego dnia po południu na łące około 1,5 kilometra od miejsca zniknięcia. Leżał w miejscu gdzie, jak zeznają świadkowie, nie dało się swobodnie np. wypoczywać, bo w tamtym rejonie atakowały wyjątkowo gęste roje komarów.
- Mój syn moim zdaniem został tutaj przywieziony martwy. Ktoś ułożył jego ciało na ziemi, wyciągnął baterię z telefonu i odrzucił na bok. Bo tak właśnie opisywane jest miejsce gdzie został odnaleziony - przekazuje ojciec Michała.
I właśnie z telefonem marki Lenovo wiąże się dziś największa zagadka śmierci Michała. Bo jego rzeczywisty stan techniczny w chwili znalezienia zwłok jest wciąż niejasny. Według informacji z policji, został on przesłany do analizy technicznej. Z informacji uzyskanej tydzień temu przez ojca wynika, że został on zniszczony i danych nie da się odczytać. Z kolei w aktach znajdują się płyty z różnymi danymi z tego telefonu. A jeden ze świadków twierdzi, że dzień po odnalezieniu Michała czyli 3-go lipca 2019 roku otrzymał z jego numeru SNS- o treści „kto dzwoni?”.
- Co to za specjaliści, którzy nie potrafią uzyskać informacji ze zniszczonego telefonu? Technologia jest tak zaawansowana, że np. w Warszawie jest firma, która potrafi je odzyskać nawet ze zniszczonych dysków - przekazuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net
- Dodatkowo operator telefonu może dostarczyć policji szczegółowe listy wzajemnych połączeń oraz treści wysyłanych wiadomości SMS. Dlaczego, pomimo upływu 7 miesięcy, tych informacji eciąż nie ma? Jak długo jeszcze mają cierpieć rodzice Michała, których zadręcza pytanie co się stało z ich synem? - dodaje Robert Rewiński.
Ojciec zmarłego nie może zrozumieć jak to się stało, że tamtego wieczora wszyscy koledzy Michała mieli ze sobą kontakt i towarzysko spotkali się w kilku miejscach. A jego jedynego rzekomo nie było i rzekomo nikt z nim się w ogóle nie kontaktował telefonicznie!
- Nie wierzę, że po godzinie 18:30 nikt go nie widział, u nikogo nie był. Nie wierzę, że odczas spotkania towarzyskurgo w miejscowości obok koledzy do niego nie dzwonili, a on się z nimi nie spotkał. Wierzę natomiast w relację jednego ze świadków, że po 18:30 Michał jako kierowca ciemnego samochodu wyjechał z kolegą ubranym na biało z naszej wsi Gózd i dlatego warto sprawdzić po nawigacji słupów telefonii komórkowej gdzie, o której godzinie i w jakich kierunkach przemieszczał się jego telefon. O to proszę dziś prok. Anetę Orzepowską, Prokuratora Rejonowego w Rykach by na te pytania szczegółowo odpowiedziała - dodaje Ryszard Grzyb.
Wszelkie nowe informacje na ten temat będziemy przekazywać na bieżąco również poprzez naszego FACEBOOKA oraz naszą stację TELEWIZJA.PATRIOT24.NET
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?